 | |  | | | Online Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online
Zarejestrowanch Uzytkowników: 47
Najnowszy Użytkownik: MacieK
|
| |  | |  |
|
 | |  | | | Witamy
Te nasze góry. Złote Góry w Sudetach jeszcze żyją, jeszcze trwają, w resztkach swojej pierwotnej natury, jeszcze nie są zniszczone do końca, jeszcze rosną tam stare drzewa siane wiatrem i żyją wolne zwierzęta.
Ale przecież, ta nasza zagubiona kraina leży w samym środku Europy, w której już w zamierzchłych czasach ludzie zabrali na swoją wyłączność całą ziemię i lasy i rzeki, gdzie już od kilkuset lat rosną tylko lasy sadzone przez ludzi jak zboże, a stare puszcze wycięto na budulec dla nieprzeliczonych wiosek, osiedli i rozrastających się miast. Drzewa wyrąbano na opał do hut i fabryk, na belki do szybów i sztolni bezustannie rytej i przekopywanej ziemi. Puszcze wypalono, wykarczowano do ostatniego żywego korzenia pod uprawiane od wieków pola.
A te nasze niewielkie góry trwały jak wyspa zapomniana, pośród gęsto zaludnionych i uprzemysłowionych regionów Polski, Niemiec i Czech.
To jeszcze i dziś wyspa zaginiona, zagubiona w zurbanizowanych obszarach współczesnej Europy, otoczona krainami z niezliczonymi fabrykami miastami i wsiami. Wkoło ziemie pocięte szynami, rurociągami, pokryte gęsta siecią asfaltowych dróg z milionami samochodów, pogrodzone murami, płotami, siatkami, drutami.......................................................................................................................................................................
Leszek Brągiel fragment opowiadania Wilk z najnowszej książki Wędrówki po Ukrainie
|
| |  | |  |
 | |  | | |  Wigilia w lesie
I drzewa mają swą Wigilię...
W najkrótszy dzień bożego roku,
Gdy błękitnieje śnieg o zmroku;
W okiściach, jak olbrzymie lilie,
Białe smereki, sosny, jodły,
Z zapartym tchem wsłuchane w ciszę,
Snują zadumy jakieś mnisze,
Rozpamiętując święte modły.
Las niemy jest jak tajemnica,
Milczący jak oczekiwanie,
Bo coś się dzieje, coś się stanie,
Coś wyśni się, wyjawi lica.
Chat izbom posłał las choinki,
Któż jemu w darze dziw przyniesie?
Śnieg jeno spadł na drzewa w lesie,
Dłoniom gałęzi w upominki.
Las drży w napięciu i nadziei,
Niekiedy srebrne sfruną puchy
I polatują jak snu duchy...
Wtem bić przestało serce kniei,
Bo z pierwszą gwiazdą nieb rozłogów,
Z gęstwiny, rozgarniając zieleń,
Wynurza głowę pyszny jeleń
Z świeczkami na rosochach rogów...
Leopold Staff
|
| |  | |  |
 | |  | | |  Stoi Matka obolała, Łzy pod krzyżem przepłakała, Gdy na krzyżu Syn jej mrze.
Jakże w duszy jest zmartwiona, Zasmucona, zachmurzona, Aż ją poprzeszywał miecz.
Jakże smutnej i strapionej Matce tej błogosławionej Jednorodzonego mieć.
I nie łamać się ginącej Tej pobożnej, tej widzącej Jednorodzonego śmierć.
Co za człowiek, co nie płacze, Kiedy Matkę tę zobaczy W udręczeniu takim, o
Kto niezdolny współczuć czule Bólom Matki Syna bóle? Czy ma takie serce kto?
Widzi Matka: Syn Jej Jezus Bicze przyjął i krzyż przeniósł Za calutki ludzki grzech.
Widzi słodkie swe Rodzone Tak śmiertelnie opuszczone, Jak ostatni traci dech.
Matko, źródło ukochania Daj mi siłę wspól czuwania Twym bólom, żalom Twym.
Serce sobie upodoba, U Chrystusa kochać Boga; Sercu memu spraw to Ty.
Matko święta, niechby ono Przybijano i dręczono, Niech zasiłki Twoje ma.
Zrób mnie godnym uproszenia, Udzielenia, udręczenia Z Twego Rodzonego ran.
Daj pobożne z Twymi łzami Mieć Twój ból z Ukrzyżowanym, Póki tym nie przejmiesz mnie.
Niech pod krzyżem z Tobą stoję, Niech łzy Twoje będą moje, Tego Twego płaczu chcę.
Panno z Panien Najjaśniejsza, Już mi nie bądź boleśniejsza, Tylko daj i mnie łzy lać.
Niech Chrystusa śmierć przeniosę, Męki zniosę do pomocy, Niech to przejdę jeszcze raz.
Zrób mnie zbitym, poranionym, Uniesionym, przpojonym Krzyżem Syna, Syna krwią.
Płomień ognia mnie nie spali: Najjaśniejsza mnie ocali, Na ten ostateczny Sąd.
Chryste, a gdy i Ty wyjrzysz, Daj przez Matkę i mnie przybyć Do zwycięskich Twoich palm
A gdy ciało będzie zmarłe, Spraw, niech duszy będzie dane Twoje nieba pełnie chwał. Amen.
|
| |  | |  |
 | |  | | |  Nasza zima biała
Chustą się odziała.
Idzie, idzie do nas w gości
W srebrnych blaskach cała!
Włożyła na czoło
Księżycowe koło
,
Lecą z płaszcza gwiazdy złote,
Gdy potrząśnie połą.
Z lodu berło trzyma,
Tchu ni głosu nie ma.
Idzie, idzie, smutna, cicha,
Ta królowa zima!
Idzie martwą nogą
Wyiskrzoną drogą,
Postanęły rzeki modre,
Do morza nie mogą.
Gdzie stąpi, gdzie stanie,
Słychać narzekanie:
- Oj, biedne my kwiaty, trawy,
Co się z nami stanie! -
Przed nią tuman leci,
Straszy małe dzieci...
A my dalej do komina:
- Nie puścim waszeci!
Maria Konopnicka
Ptasznik Fot. Joanna Brycka
|
| |  | |  |
|
 | |  | | | Logowanie
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.
Zapomniane hasło? Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
|
| |  | |  |
 | |  | | | | AnkietaBrak zawartości dla tego panelu
|
| |  | |  |
 | |  | | | ShoutboxTylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.
Archiwum
|
| |  | |  |
|